JORDANIA

Kraj ten w ostatnich latach odwiedziła ogromna ilość turystów z Polski a to wszystko przez bardzo wygodne połączenie polskich lotnisk ze stolicą Jordanii, Amman.Niech ten post będzie podpowiedzią albo nawet gotowym planem podróży dla wszystkich osób, które w przyszłości chciałyby odwiedzić piękną Jordanię.

 

Ja swoją podróż rozpocząłem w poniedziałek 6 maja 2019 roku z dworca PKP w Zielonej Górze, skąd musiałem się dostać do Krakowa, gdyż 7 maja około godziny 7 rano miałem wylot do Ammanu. Na wstępie chciałbym pozdrowić Kamile, bez której ten wyjazd by się nie udał. Gdyż Ona wszystko zaplanowała i namówiła mnie na tą wycieczkę.

 

 

Dzień pierwszy:

 

Lądujemy na lotnisku w Ammanie, po wyjściu z samolotu czeka nas sprawdzanie paszportów i sprawy związane z wizą. Ja od razu proponuję wykupienie JordanPass przez internet na stronie:

https://www.jordanpass.jo/

dzięki czemu zaoszczędzicie sporo czasu i pieniędzy. JordanPass to nie tylko wiza, lecz również wejście do Petry i około 40 innych atrakcji na terenie państwa w cenie.

Przy wyjściu z lotniska podejdźcie do najbliższego kantoru i wymieńcie sobie trochę pieniędzy, kurs nie będzie najlepszy dlatego resztę gotówki proponuje wymienić w jednym z większych miast. Na wyjazd zabierzcie dolary lub euro chyba, że tak jak my posiadacie kartę Revolut, która ma najlepsze kursy wymiany walut.

Co prawda w prawie wszystkich bankomatach na terenie Jordanii obowiązują prowizje za wypłaty to i tak wyjdzie wam to dużo korzystniej niż branie ze sobą gotówki z Polski. Od razu na lotnisku wyposażyć się w lokalną kartę sim i sprawdźcie przed wylotem czy nie macie simlocka w telefonie, bo możecie skończyć bez internetu a tym samym aktualnej nawigacji w kraju, w którym o dostęp do internetu publicznego wcale nie jest tak prosto jak może się wydawać. I będziecie jak my błądzić po kraju z maps.me.

Gdy już załatwicie wszystkie sprawy na lotnisku, pozostają Wam dwie opcje, wziąć autobus do Ammanu albo wynająć samochód na cały pobyt, my wybraliśmy właśnie tą drugą opcję i ją w pełni polecam. Koszt wynajęcia auta na 5 dni dla dwóch osób wyniósł nas około 600-700 złotych z pełnym ubezpieczeniem. Dzięki czemu nawet gdy dostałem mandat jadąc nad Morze Czerwone, wypożyczalnia zwróciła mi za niego pieniądze.

 

 

Deal with it!

 

Po odebraniu samochodu, pierwszym celem jaki obraliśmy był kanion w Wadi Mujib, atrakcja jest oddalona od lotniska o około 2 godziny drogi, ale naprawdę warto. Jeżeli tak jak my lubisz adrenalinę to będziesz mega zadowolony. Wejście kosztuje 20,5 JOD czyli przy obecnym kursie jakieś 112 zł. Cała trasa zajmie Wam około 2-3 godzin, wliczając w to czas na robienie zdjęć. Sam dojazd do kanionu jest już mega atrakcją, zjazd z położonego o ponad tysiąc metrów wyżej Ammanu do drogi, prowadzącej przy samym Morzu Martwym robi ogromne wrażenie

Po zakupieniu biletu proponuje zaopatrzyć się w plecaki wodoszczelne, które można wypożyczyć na miejscu gdyż gwarantuje,że pomysł typu będę trzymał telefon/kamerę lub inną wartościową rzecz nad wodą się nie uda.

My po skończeniu trasy, stwierdziliśmy, że od razu zaliczymy Morze Martwe i sprawdzimy jak to jest unosić się na wodzie. Tutaj też macie dwie opcje, pierwsza to plaże publiczne, czyste z możliwością wzięcia prysznica i wynajęciem leżaków lub druga na dziko. Nam szkoda było 20 Jodów za osobę, więc skorzystaliśmy z opcji ekonomicznej. Wejście do wody znaleźliśmy na jednym z forów internetowych, po zejściu nad wodę, spotkaliśmy kilku lokalsów, którzy powiedzieli Nam o wodospadzie przy plaży, który zrobił Nam za prysznic, dzięki czemu mogliśmy dojechać do kolejnego celu z możliwościa poruszania ciałem i zaoszczędziliśmy 20 dinarów na głowę. Gdyby ktoś był zainteresowany lokalizacją to proszę o wiadomość, postaram się ją znaleźć i przesłać.

Dzień pierwszy zakończyliśmy przejazdem znad Morza Martwego do Petry, gdzie spędziliśmy jedną noc w pobliskim hotelu.

 

Dzień drugi:

 

Wstaliśmy skoro świt, aby dostać się do Petry przed największym tłumem, jeżeli wykupiliście wcześniej JordanPass to najprawdopodobniej ominie Was kolejka. Tutaj też pierwszy raz spotkaliśmy się z „turystyką bliskiego wschodu”, polegającą na wyciągnięciu z turysty pieniędzy za wszystko i w każdej możliwej sytuacji, gdzie wcześniej stanąć w sklepikach znajdujących się w małych miejscowościach sami byliśmy dla lokalnej społeczności atrakcją turystyczną. O Petrze nie będę Wam opowiadał za wiele, bo to trzeba przeżyć samemu. Pamiętajcie tylko o zabraniu jedzenia i picia do środka, gdyż ceny na miejscu potrafią zwalić z nóg. Po całym dniu w jednym z 7 Cudów Świata, pojechaliśmy na nocleg do małej Petry, jest to Camp znajdujący się za miastem, który polecamy z ręką na sercu, można tam zapalić shishę, zjeść bardzo dobre lokalne potrawy, napić się gorącej herbaty, posłuchać muzyki przy lampkach ukrytych w skałach sąsiednich gór i przespać się w jednym z namiotów, bez dostępu do internetu. Odpoczywając od świata zewnętrznego.

 

 

Dzień trzeci:

 

Jako, że mieliśmy mało czasu a plan wyjazdu był bardzo duży wstaliśmy znów z samego rana i wyruszyliśmy na pustynię Wadi Rum. Kamila wcześniej zorganizowała wszystko przez internet, dzięki czemu po przyjeździe na parking przy pustyni zostaliśmy odebrani przez jednego z pracowników Campa, na którym mieliśmy spędzić noc i mieć sporo atrakcji dodatkowych. Zostaliśmy przewiezieni do obozu, po drodze kierowca opowiada o samej pustyni i życiu na niej. Cen nie podaję, gdyż różnią się one znacząco w zależności od terminu wycieczki. Po godzinie od dotarcia na miejsce mieliśmy wykupioną wycieczkę jeepami po pustyni, zwiedziliśmy najciekawsze miejsca, spotkaliśmy dzikie wielbłądy oraz wypiliśmy kilka litrów mocno słodzonej herbaty z miętą

Mi w pamięci bardzo mocno utkwiła kolacja, mięso z warzywami pieczone w małej temperaturze przez cały dzień w piecu znajdującym się kilka metrów pod ziemią rozsadziło moje kubki smakowe. Był to jeden z najlepszych posiłków jakie jadłem dotychczas w swoim życiu. Dzień zakończyliśmy wypiciem kilku drinków z Polakami, których poznaliśmy na Campie, przy lokalnej muzyce i pięknym rozgwieżdżonym niebie.

 

Dzień czwarty:

 

Musieliśmy wstać z samego rana, gdyż po wyjściu z „namiotu” czekały na nas wielbłądy i godzinna przejażdżka na ich grzbietach po pustyni. Po takim czasie, polecam nie oszczędzać pieniędzy na takich atrakcjach, na prawdę warto wydać czasem te kilkadziesiąt złotych więcej i przeżyć coś tak niesamowitego. Po powrocie z pustyni, wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do Akaby, czyli miasta znajdującego się nad Morzem Czerwonym. Na miejscu proponuje podjechać w okolice Japanese Garden, jest to niesamowicie piękna rafa koralowa znajdująca się przy samym brzegu, można tam obejrzeć piękny świat z bajki „Gdzie jest Nemo” przy użyciu samej maski do nurkowania.

Woda w okresie maja miała temperaturę podobną do Bałtyku latem więc dla Nas polaków to nic strasznego. Na miejscu można wynająć cały sprzęt do nurkowania za nieduże pieniądze, do tego mamy bezpłatny parking i zero turystów.

Sama lokalizacja robi też ogromne wrażenie, gdyż z jednego miejsca możecie zobaczyć 4 kraje: Jordanie,Egipt,Izrael oraz Arabie Saudyjską.

Po kilku godzinach pod palmami na plaży oraz zjedzeniu obiadu i paleniu shishy w centrum miasta udaliśmy się bezpośrednio do Stolicy Jordanii, by przespać ostatnią już noc w tym kraju i rano wsiąść do samolotu powrotnego do Polski.

Reasumując, jeżeli ktoś z Was planuje podróż do Jordanii i jeszcze się zastanawia to podpowiadam,że nie ma nad czym. Sam kraj ma dla Nas dziesiątki atrakcji, przepyszne jedzenie, które zauroczyło mnie od samego wyjścia z lotniska i odwiedzenia najbliższego sklepu oraz niesamowicie przyjaznych i pomocnych ludzi, na których zawsze możemy polegać. Proponuję również wybrać się do tego pięknego kraju w zbliżającym się roku, póki turystyka na miejscu nie osiągnęła jeszcze najwyższego poziomu zainteresowania, ceny nie są z kosmosu i nie trzeba czekać w godzinnych kolejkach przy wejściach do atrakcji.

Na koniec tego postu, chciałbym Was jeszcze raz serdecznie zaprosić do zwiedzania świata, odkrywania naszej pięknej planety i zbierania wspomnień, które zostaną z Wami na całe życie. Ja sam po sobie zauważyłem, że im więcej podróżuję tym jestem szczęśliwszym człowiekiem i cieszą mnie rzeczy i sytuacje, których wcześniej nawet nie zauważyłem.

Mnie cały wyjazd wyniósł około 2500 zł ale kupiłem bilety w cenie 450zł/os, teraz można je dostać nawet za 79 zł.